piątek, 25 września 2026

Gra #514: Life is Strange: Complete Season (2015)

Okładka brytyjskiego wydania - jedyna fizyczna edycja na PC jaką udało mi się znaleźć (źródło: mobygames.com)

Produkcja: Dontnod Entertainment
Data premiery: Windows, Xbox One: 30 stycznia 2015 / Playstation 3: 3 lutego 2015
Grałem (platforma, wersja, emulator): Windows
Licencja: Komercyjna. Dostępna na GOG lub Steam
Poziom trudności: Łatwy, ale to nie o to tu chodzi
Czas gry:  E1: 4h 09 min. / E2: ok. 4h 30 min / E3: ok. 3h 02 min. / E4: ok. 5h 34 min. / E5: ok. 4h 09 min. W sumie: ok. 21h 48 min.
Drugie podejście: E1: ok. 2h 7 min. / E2: ok. 2h 24 min. / E3: 3h 29 min. / E4: ok. 4h 43 min. / E5: 4h 11 min. W sumie: ok. 16h 54 min. Oba przejścia: ok. 38h 42 min.

Recenzje w polskiej prasie:
E1: CD-Action nr 240, marzec 2015. Ocena: 7+/10
Complete Season: CD-Action nr 250, trzynasty 2015. Ocena: 7+/10

W mojej karierze fana przygodówek jeden jej podgatunek mi umykał, a mianowicie "symulatory chodzenia". I choć uważam, że dzisiejszy bohater jest nieco bardziej rozbudowany niż wzorcowy przedstawiciel, to jednak zdecydowanie mu do niego najbliżej.

Z tego co się orientuję walking simulatory charakteryzują się rozgrywką opartą o nieśpieszne przemierzanie lokacji, odnajdywanie notatek, łączenie wskazówek, interakcję z różnymi obiektami i proste zagadki logiczne. A co głównie robiłem w Life is Strange? Chodziłem po lokacjach, klikałem każdy interaktywny element, sznupałem po szafkach, pudłach, plecakach, przeglądałem zawartość cudzych komputerów. I czytałem. Bardzo dużo czytałem.

Gra już od pierwszej chwili zarzuca nas ścianami tekstu w postacie dziennika glównej bohaterki, z którego dowiemy się wiele o jej przeszłości i obecnej sytuacji. Do tego dochodzi cała masa notatek, plakatów, książek, tabliczek itp. Tak, Life is Strange to taki przygodówkowy Planescape Torment :) Zdecydowanie gra dla ludzi lubiących literki. A że dziennik jest na bieżąco aktualizowany, nigdy nie zabraknie nam okazji do zagłębienia się w lekturę.


A stron będzie tylko przybywać

Hmm, chyba jeszcze coś robimy w grze dość często... A tak, będziemy cofać czas i podejmować decyzje, które często wpłyną na dalsze losy naszej postaci. Taki tam szczegół. 
Główną bohaterką jest nastoletnia Max Caulfield, która po latach wróciła do swojego rodzinnego miasta by studiować w elitarnej szkole dla nerdów. I wpaść w niezłe bagno. Do tej pory moim niedoścignionym wzorem nastolatki w grach była April Ryan z Najdłuższej podróży i byłem ciekaw czy mój ideał zostanie tu pobity. I muszę stwierdzić, że było blisko, a dlaczego nie stała się moją ulubienicą postaram się wyjaśnić na koniec.

Max przez przypadek odkrywa w sobie supermoc cofania czasu i to akurat w dobrym momencie, gdyż dzięki temu ratuje życie swojej przyjaciółce z dzieciństwa Chloe. Do tego ma wizje ogromnego tornada, które niszczy miasto. I natrafia na sprawę zaginionej nastolatki. I próby samobójczej jednej z uczennic. I niechcianej ciąży. I podrzucania pigułki gwałtu. I traumy związanej ze śmiercią bliskiej osoby. Nie wspominając o wszechobecnym psychicznym i fizycznym znęcaniu się uczniów nad uczniami. Ufff, życie Max naznaczone jest tak ogromną liczbą mniej lub bardziej tragicznych wydarzeń, że czasem trudno uwierzyć, że to wszystko może spać na jedną osobą. Czyli na nas :)

Gra porusza bardzo wiele trudnych i ważnych problemów dzisiejszego świata i w większości przypadków robi to dobrze. Nic dziwnego, że jest chwalona w recenzjach i ma bardzo dobre oceny. Do tego Max jest fotograficzką* i kwestia sztuki będzie miała duży wpływ na całą historię. Jakież to odmienne od typowych komediowo - przygodowo - fantastycznych przedstawicieli gatunku. Do tego spotkamy się z thrillerowym wątkiem psychopatycznego mordercy, którego ujawienie było całkiem niezłym zwrotem akcji. Okaże się również, że to właśnie fotografia jest bramą do podróży w czasie, bo nie tylko będziemy mogli go cofać o kawałek jak w Prince of Perisa. The Sands of Time ale również przemieszczać się tam fizycznie. I to właśnie wtedy najwięcej namieszamy w continuum. 

Menu główne. Ładne, ale na wskroś nowoczesne. DLC? Konto Squre Enix? Może jeszcze żeby grać trzeba być non-stop online?

Gra powstała w modnym w pewnym czasie systemie epizodycznym i tu mamy takich pięć. Każdy kończy się zwykle w melancholijnym klimacie przy akompaniamencie rzewnej piosenki i zwykle jakiejś anomalii pogodowej lub przyrodniczej typu śnieg w lecie lub wieloryby wyrzucone na plażę.
Jak przystało na przygodówkę, natkniemy się również na zagadki, które w większości przypadków będą bardzo proste. Zwykle nie będziemy nawet podnosili i używali przedmiotów. Dobrym przykładem jest moment, w którym musimy odnaleźć pięć pustych butelek. Do ich znalezienia wystarczy skrupulatne przeszukanie lokacji oraz tak wymagające pomyślunku sposoby jak podstawienie sobie skrzynki pod nogi, by dosięgnąć taką, która stoi poza naszym zasięgiem. Skrzynka oczywiście znajduje się zaraz obok. Nie ma tu wielkiego kombinowana. Są nieco trudniejsze momenty i takie gdzie rozwiązaniem będzie sprytne użycie zdolności Max. Wystarczy tylko pamiętać, że podróżujemy w czasie, ale nie w przestrzeni. Do tego dochodzą detektywistyczne łamigłówki w dopasowywanie elementów i całkiem sporo szyfrów do rozwiązania (będzie nawet meta żart o ilości tego typu zagwozdek). Nic z czym nawet początkujący gracz by sobie nie poradził. A nawet jeśli coś sprawi problem, wystarczy chwilę poczekać i Max uraczy nas wskazówką.

Zdecydowanie ważniejszym elementem są rozmowy z innymi postaciami i właśnie w ich trakcie często będziemy mogli wpłynąć na dalszy bieg wydarzeń. Zdobycie niektórych informacji będzie dużą zachętę to użycia mocy Max co np. pozwoli na zmianę nastawienie konkretnych postaci co do naszej osoby. Cofnąć możemy niemal każde nasze działanie i wybrać inną opcję. Ja przy swoim pierwszym podejściu stwierdziłem, że będę korzystaj z tej mocy jak najmniej, głownie wtedy, gdy gra nie pozwoli na inne rozwiązanie. Chciałem poczuć istotę tych wyborów i zobaczyć co się stanie jeśli będę musiał przyjąć ich konsekwencje. A często korci by wybrać inną drogę. Ale miałem cały czas w głowie, że chcę przejść tytuł jeszcze przynajmniej raz.
Na szczęście nie trzeba pamiętać (czy zapisywać) swoich decyzji, gdyż na koniec każdego rozdziału dostaniemy podsumowanie naszych działań, razem z wyszczególnieniem opcji, których nie wybraliśmy. Jeśli do tego byliśmy zarejestrowani na stronie producenta to mogliśmy porównać się inny graczami z całego świata. Tej funkcji nie ma w przypadku wersji bez DRM z GOG.com i nie sprawdzałem czy działa kupiona w innych sklepach.

Gra w zasadzie sama się spojleruje, ale przynajmniej dzięki temu nie musimy się zastanawiać co było ważne, gdy będziemy ją przechodzić kolejny raz

Jeszcze jedną motywacją aby tytuł przejść kilka razy jest album ze zdjęciami Max. Od czasu do czasu będziemy mieli opcję cyknięcia fotki, do których to podpowiedzi znajdziemy w samym albumie. I od razu powiem, że nie da się zebrać kompletu podczas jednorazowego przejścia, bo zwyczajnie niektóre się wykluczają. A że zdjęcia te zaliczają się do osiągnieć podejrzewam, że znalazło (i znajdzie się) wielu graczy chcących zebrać komplet. Twórcy nieco ułatwili nam to zadanie, gdyż po przejściu każdego rozdziału podają miejsca, w których można było je zdobyć i pozwalają na wczytanie konkretnego fragmentu. Tego czy jesteśmy akurat na dobrej ścieżce już nie mówią ;).

Podpowiedzi nie zawsze są dosłowne, a finałowe zdjęcie może się znacznie różnić od szkicu

Moje pierwsze podejście było w miarę spokojne, ale często kończyło się negatywnymi, smutnymi konsekwencjami, ale jak pisałem chciałem uniknąć wpływania na wynik. Pomyślałem więc sobie, że za drugim razem to już pójdzie szybciej, bo mniej więcej znam przebieg historii i obejrzałem dosłownie wszystkie interaktywne pola, więc nie będę musiałem robić tego jeszcze raz. Taa. Działa to tylko podczas pierwszego rozdziału. Drugi jeszcze, jeszcze jakoś pozwala na szybsze granie, ale od trzeciego nasze decyzje zaczynają tak bardzo mącić wszelkie interakcję, że w zasadzie musimy znów pogadać i obejrzeć wszystko. Ilość zmian jest wręcz niesamowita i czasem otrzymamy zupełnie nowe sceny do ogrania. Zdecydowanie największa zaleta gry. Chętnie porównam ten poziom interakcji z grami TellTela np. The Walking Dead, który choć wyborów ma od groma, to są one ponoć w większości ściemą. Przekonamy się.

Zakończenie

Wybory wyborami, ale ileż to już razy gry sugerowały nam, że nasze działania mają realny wpływ na końcowy wynik i rozwiązanie rozsadzi nam mózg i sprawi, że od razu będzie chcieli przejść tytuł ponownie. Terefere. Zwykle okazuje się, że w finale mamy przed sobą trzy przyciski, każde dla innego zakończenia a nasze dotychczasowe działania nie miały większego znaczenia. Czy będziecie zdziwienie jeśli powiem, że tu jest dokładnie tak samo? Żadną niespodzianką nie jest również fakt, że nasze mieszanie w czaso-przestrzeń wywołało te znane od początku tornado. Mamy zatem tylko dwie opcje: poświęcić całe miasto i dać je zniszczyć trąbie powietrznej, ale dzięki temu Chloe będzie żyła. Możemy jednak cofnąć się w czasie do momentu naszego pierwszego użycia zdolności i pozwolić przyjaciółce umrzeć. Sama fabuła i finał(y) są naprawdę dobre, ale twórcy jakby sami dali mi pretekst bym zaczął narzekać, na tą drugą z możliwości.

Młodsza wersja Max zaraz doprowadzi do jednego z najbardziej dramatycznych momentów w całej grze

Dlaczego? Ponieważ nie rozumiem dlaczego Chloe ma umrzeć, skoro Max ewidentnie wykorzysta swoją wiedzę by doprowadzić kogo trzeba do pierdla. Myślę, że równie dobrze mogłaby, nawet bez używania mocy, powstrzymać Nathana przed zabiciem jej przyjaciółki, a potem i tak dokonać wszystkiego co planuje. Oczywiście rozumiem co ma symbolizować takie zakończenie, ale po wszystkim co widziałem wcześniej uważam to za największą dziurę fabularną gry. Choć nie mona odmówić, że robi ono mocne wrażenie. Po tak długim czasie spędzonym z obiema dziewczynami, tego jak powoli odzyskiwały do siebie zaufani a ich przyjaźń rozwijała się na nowo jest to bardzo mocny finisz. Nie żeby w trakcie brakowało mocnych scen. Ale wiecie - wystarczy wczytać ostatni zapis i wybrać sobie to zakończenie, które nam bardziej pasuje.

I chociaż sama struktura opowieści bardzo pachnie filmowym "Efektem motyla" (który to robal pojawia się niemal na początku) czyli, że każda zmiana, która wydaje nam się właściwa prowadzi jedynie do coraz większych tragedii, to i tak scenariusz i liczba kombinacji zasługuje w tej grze na pochwałę.

Właśnie cyknąłem kolejną fotkę do albumu.

Od strony technicznej jest całkiem nieźle, grafika teł jest porządna, muzyka bardzo dobra a i angielskiemu dubbingowi nie można nic zarzuć. Przyjemnie mi się słuchało głosu naszej protagonistki. Postacie najbardziej zdradzają, że nie mamy do czynienia z tytułem AAA. Choć ich wygląd ma być realistyczny, widać wiele uproszczeń i braków, animacje też nie są specjalnie przekonujące. No cóż, Wiedźmin 3 (też 2015 rok) to nie jest. Zawsze można też wybrać wersję Remastered z 2022 roku, chociaż patrząc na filmiki nie widziałem jakiejś rewolucyjnej poprawy. 

Sterować możemy za pomocą myszy i klawiatury jak również pada. I choć gra zachęca do korzystania z tego drugiego, oba sposoby są wygodne. Padem będziemy wybierać opcje poprzez wciśnięcie odpowiedniego guzika, natomiast myszą musimy najechać na odpowiednią opcję. Możemy włączyć napisy, a wszystkie notatki mają swoje czysto tekstowe odpowiedniki, co jest dobre bo czasem zastosowane czcionki czy kolory nie ułatwiają czytania. Nie ma oficjalnej polskiej wersji, ale istnieje fanowskie spolszczenie - nie miałem okazji go przetestować. 

Interfejs w użyciu. Tak, oczywiście, że musiałem sprawdzić każdą z dostępnych opcji.

Recenzenci z tych dwóch numerów CD-Action są dość zgodni. Chwalą mechanikę cofania czasu, fabułę, lubią postać Max. Narzekania to nie najwyższych lotów grafika, zbyt proste zagadki czy choćby rozczarowujący finał. McQ w recenzji pierwszego epizodu psioczy nieco na zbyt stereotypowe przedstawienie amerykańskiego środowiska nastolatków, za to Papkin, znając już całość historii wyraża podziw nad reprezentacją tych młodych ludzi w grze. I ja również skłaniam się bardziej ku tej drugiej opinii. Twierdzą również, że Dontnod lepiej poradził sobie w epizodycznej formie niż choćby twórcy The Walking Dead, Until Down czy Beyond: Two Souls. I chociaż wystawione przez nich identyczne 7+/10 nie wskazuje na wybitny tytuł, to z innych publikacji autorów związanych z czasopismem wiem, że Life is Strange będzie wspominane jako gra wyjątkowa i najlepsza część serii. Jak dla mnie Srebrna Elaine jak najbardziej zasłużona, bo choć nie jest to mój top i to zagrać jak najbardziej trzeba.

April vs Max

Skoro uważam, że tak dobrze przedstawiono tu obraz nastolatki, to czemu wciąż uważam, że to April jest tym wzorcowym przedstawicielem? Wynika to z tego faktu, że w dużo krótszym czasie antenowym lepiej ukazano jej życie w oderwaniu od zadania jakie ma wykonać (a ratowanie dwóch światów to nie byle co). Niemal cała akcja Life is Strange odbywa się na terenie szkolnego campusu, ale nie poznamy tego jak może wyglądać typowy dzień z życia ucznia tej placówki. Nie pójdziemy na lekcje, ani na spotkanie ze kolegami w barze czy do kina (choć takie wątek się pojawia). Jasne, będzie domówka u Chloe czy wypad na przyjacielski spacer, ale wszystko to pojawi się pod dyktando opowiedzianej historii. Natomiast w przypadku April będziemy towarzyszyć jej podczas malowania obrazu na uczelni, zajrzymy do pracy (i poznamy wrednego szefa) czy usiądziemy na kanapie przed telewizorem. Takie prozaiczne momenty, które wzmacniają autentyzm jej postaci. Mam wrażenie, że w przypadku Max, twórcy zamienili to na jej monologi wewnętrze, co nie wypada tak naturalnie jak u April. Co nie zmienia faktu, że warto poznać bliżej tę młodą fotografkę.

* Max używa aparatu podobnego do Polaroida, bo uważa, że analogowe zdjęcia są lepsze i w ogóle różne takie rozkminki o sztuce. A mnie śmieszyło, gdy za każdym razem jak zrobiła zdjęcie to machała wywołującą się kliszą by szybciej mieć efekt. Nie wie, że nie tylko to nie pomaga, to jeszcze może zepsuć sobie zdjęcie? Ależ z niej ekspert od siedmiu boleści ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz